Start Obozy Wspomnienia Z opowieści obozowego jabłka...
|

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 1 2 3 4
Z opowieści obozowego jabłka... PDF Drukuj Email

Siamoszyce 2009

Wszystko zaczęło się już pierwszego dnia. Zamiast jak nakazuje zwyczaj zostać zjedzonym po obiedzie, zostałem zaniesionym do obozowiska i posadzony na pieńku.

Wszyscy pytali się, co to za jabłko??? Także w końcu i ja dowiedziałem się, że jestem nietykalnym jabłkiem Dużego, zwanego Księdzu, który nawiasem mówiąc, miał zamiar przy mojej pomocy upolować żubra.

Pierwsze dwa dni upłynęły pod znakiem integracji. Uczyli się swoich imion klepiąc się rolką bibuły, swoich zainteresowań biegając między drzewami, aż w końcu zapętlili się w taki węzeł, że rozplątać się już nie dali rady. Zestresowali mnie dopiero kiedy w ramach zabawy mieli mnie odnaleźć. Nie byłoby w tym nic strasznego gdyby nie to, że osoba która mnie szukała miała zawiązane oczy, osoba która mówiła szukającemu gdzie ma iść mnie nie wiedziała, a ta co mnie widziała nic mówić nie mogła. Ale przetrwałem...

No a potem zaczęło się na poważnie. Z boksu młodzież wracała zmęczona, acz szczęśliwa, że przetrwała. A musieli wykazać się kondycją, wytrwałością i dyscypliną. Nie byle co! I to nie był koniec sztuk walki, bo potem jeszcze przyszło im mierzyć się z karate. Tak, tak pij mleko będziesz karateką! W czasie zajęć z asertywności najpierw zostałem zdetronizowany. A był to dopiero początek kłopotów... bo... potem przyszło najgorsze... jedna z par w czasie przedstawianego monodramu wykorzystała mnie jako rekwizyt. Piłkę. Chłopcy byli bardzo przekonujący. Doznałem kontuzji. I chociaż po raz kolejny przypomniano o mojej nietykalności jeszcze dwukrotnie byłem porywany w czasie obozu. Niestety pomimo sprawnych akcji odbijania, tylko żubra schwytano i poddano karze. Łosiowi udało się unikać wymiaru sprawiedliwości.

Nie wszystko miałem szanse obserwować, bo wiele zajęć odbywało się poza obozowiskiem. To co widziałem, to całkiem sprawne zbiórki poranne. Choć fakt faktem, pewien blondyn zazwyczaj realizował swoją potrzebę przychodzenia jako ostatni. Co rano słuchałem, jak namioty dyskutują o szacunku do Boga, rodziców, siebie samych, do innych ludzi. Byłem pod wrażeniem, ze umieją odpowiadać na tak trudne pytania. Szacun! Dowidziałem się też jak trudne może być liczenie do 50. I jak dzielni są gdy trzeba w nocy zerwać się z łóżek i biec w las. No i byłem dumny, kiedy okazało się, że grę nocną wygrała drużyna, która jako ostatnia pochwyciła amerykańskie spadochroniarza. Ostatni okazali się pierwszymi! No i te niesamowicie pomysłowe koszulki, które sami sobie obozowicze pomalowali.

Czego nie widziałem słyszałem od uczestników i kadry... Tańce izraelskie podobno opanowali szybciej niż jakakolwiek inna grupa, zaś salsa rozruszała biodra wszystkich, którzy podjęli jej wyzwanie. Na zajęciach strzeleckich młodzi wojownicy poznali broń białych, jak i czerwonoskórych. Na szczęście zaś, żaden dysk nikomu nie wypadł w czasie treningów i meczy frisbee, a park linowy okazał się przeszkodą podniebną, która przyspieszyła bicie serca niejednemu uczestnikowi. Wieczorne spotkania przy ognisku... ach jaka szkoda, ze nie mogłem w nich uczestniczyć... dawały szansę posłuchania ciekawych gości. Maurycego Drobnego, który poprowadził słuchaczy przez labirynt dobrych manier oraz Wiktora Kafary, opowiadającego o szacunku. No i widziałem, jak poruszeni wrócili po warsztacie o maskach... Nikt nie zachował maski obojętności. Za to skecze i piosenki obozowe rozbawiły wszystkich. Nawet deszcz nie przeszkodził artystom. Jaka szkoda, że mogły być jedynie pierwsze nagrody. Wszyscy byli niesamowici.

A wycieczki??? Tez nikt nie pomyślał żeby mnie zabrać! Były dwie. Zacytuję więc tylko to co udało mi się po nich podsłuchać. „ To ile myśmy przeszli? – 15 kilosów w każdą stronę. – Ech padam z nóg.”, „A to podejście pod górę...”, „Ale trening frisbee dodał nam energii”, „Wlazłaś na sam szczyt? Dotknęłaś haka? – Ale ciężko było... No ale się udało!”, „Najlepsze było to schodzenie ze skałki!”, „A ta jaskinia była taka wąska! – I ciemno było! – Ale przeżycie!”, „ A jujitsu było dosłownie powalające!”.

No i to było na tyle. Więcej nie powiem! Reszta objęta tajemnicą obozową.

Może tylko tyle, że niewątpliwie dojrzałem i nabrałem rumieńców przez ten obóz.

 

Autorka: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. (kierownik obozu)